Podstronice


Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lutego 2010

I co my tu mamy?

Zadziwiające jak szeroka paleta wszelakich życiowych wariantów jest dla nas przygotowana w boskim planie. Od czasu rewolucyjnych ruchawek mających ponoć na celu mityczną „walkę z chamstwem w sieci” coraz rzadziej zaglądam do Salonu 24, a jeśli już nawet tam zaglądam to raczej tylko po to aby szybciutko przeczytać to co mają do powiedzenia ci wszyscy którzy tam jeszcze zostali - a którzy w ogóle mają tam cokolwiek mądrego do powiedzenia - i wyjść.
Nie da się bowiem ukryć że wśród blogerów jest niewiarygodna wprost różnorodność wszystkiego: od postaw ideowych, poprzez intelekt, do talentu włącznie. Gdyby się pokusić o jakieś poszufladkowanie środowiska blogerskiego to największy chyba problem byłby z określeniem kategorii w jakiej miałby zachodzić podział. Możemy przecież dzielić blogerską brać „na naszych” i „nie naszych”, na mądrych i głupich, na zdolnych i niezdolnych itd. ale wszystkie te podziały (może z wyjątkiem mądry/głupi) są w końcowym rozrachunku bez sensu. No bo zdolny i mądry choć „nie nasz” może napisać coś inspirującego i skłaniającego do jakiejś ogólniejszej refleksji. „Tylko” zdolny może zachwycić nas piękną formą, a „jedynie” mądry (choć wcale nie zdolny i dodatkowo „nie nasz”) może zaskoczyć nas np. oczytaniem lub znajomością czegoś tak awangardowego jak np. fizyka kwarków. W przypadku głupich sprawa jest najprostsza: taki może nas zaskoczyć tylko swoją głupotą, ale wydaję mi się że akurat pod tą długością i szerokością geograficzną mało co może tu kogoś jeszcze w tej materii naprawdę zadziwić.
Po co w ogóle ten wstęp?
Otóż chciałem nim chyba usprawiedliwić przed samym sobą, samą chęć napisania tego dziwnego tekstu, bo do jego napisania skłoniło mnie coś co w ogóle nie powinno się zdarzyć a jednak (Boży Plan!) się zdarzyło. Otóż wchodząc ostatnio via Strona Główna do Salonu 24 zauważyłem na najwyższej pozycji rzeczonej SG tekst blogera, którego od dawna omijam szerokim łukiem i wbrew jakiejkolwiek logice, wbrew temu co o jego pisaninie wiem i jaką mam o niej opinie oraz nawet wbrew tytułowi tej jego notki, który potwierdzał tylko wszystko to czego się po tej jego blogerce można spodziewać wziąłem i otworzyłem ten tekst i … go przeczytałem. W całości! Z komentarzami!
Sam tekst był dokładnie taki jakiego się spodziewałem, jego „poetyka” i propagandowy wydźwięk były idealnie dopasowane zarówno do formatu samego blogera jak i grupy docelowej dla której piszę on te swoje teksty (większość komentarzy pod tekstem potwierdza o jaki „target” chodzi), dlaczego więc stał się ten tekst dla mnie inspiracją do napisania swojego?
Są dwa powody. W skrócie napiszę o nich tak - są to: wszystko z czym mieliśmy do tej pory do czynienia i wszystko to co nas jeszcze czeka.




Po tym, czego każdy świadomy politycznych wydarzeń w naszym kraju widz miał możliwość doświadczyć przez ostatnie 5 lat, a więc od momentu wygrania przez PiS w 2005 roku wyborów aż do teraz, lektura takiego tekstu jak wyżej wymieniony musi skłaniać każdego - choćby tylko przeciętnie inteligentnego czytelnika - do zadania sobie banalnego pytania: do kogo ta mowa?

Spróbujmy jakoś to wszystko usystematyzować. Co mieliśmy?
Mieliśmy dwuletnie rządy partii, która postrzegana była przez dotychczasowych pieszczochów pookrągłostołowego systemu jako narodowo-katolicka falanga, która jak tylko opanuję gabinety i uzbroi się w niezbędne atrybuty władzy to natychmiast dobierze się im do dup, życiorysów i zeznań majątkowych. Wszystko to czym próbował przestraszyć swój dotychczasowy elektorat „różowy Salon” to były te słynne faszystowskie bojówki Ziobry, które o szóstej nad ranem będą wyciągać z łóżek każdego kto w ostatnim okresie rozliczeniowym zarobił więcej niż dwie średnie krajowe. Jako socjalistyczna w gruncie rzeczy jaczejka, bez wątpienia rząd PiS podniesie niemiłosiernie podatki dla najbogatszych aby móc bez żadnego opamiętania rozdawać biednym moherom stanowiącym trzon ich elektoratu populistyczną kiełbasę wyborczą, grzebiąc naszą rozpędzoną przez Balcerowicza i jego ideowe potomstwo gospodarkę na długie lata. W międzyczasie rozwiązując perłę w koronie naszej obronności czyli Wojskowe Służby Informacyjne, będące enklawą patriotyzmu i kompetencji, rozwali w drobny pył naszą „osłonę wywiadowczą” wystawiając na szwank życie naszych żołnierzy walczących na wszystkich frontach świata i sprawi że po Polsce będą hulać bez żadnej żenady i opamiętania wywiady wszystkich mocarstw świata szkodząc naszej Ojczyźnie na tysiąc i jeden sposobów.
O rozpętaniu lustracyjnego szaleństwa, seansów nienawiści i rozliczeniowych linczów nawet nie wspomnę.

I co? I nic.

Mimo nieustającego, wszechmedialego ataku, gospodarka nie dość że nie została zniszczona i zagrzebana w gęstym mule socjalizmu i oceanie pisowskiej niekompetencji, to jakby nawet nabrała rozpędu i całkiem ładnie rozkwitła, podatków nie dość że nie podniesiono to nawet je odrobinę (za mało!!! A jakże!) obniżono, nikt niewinny ze swojego domu nie był wyciągany ani o szóstej rano, ani o szóstej wieczorem, choć trzeba uczciwie przyznać że sporo szumowin i śliskich krętaczy zaczęło trząść gaciami dzięki czemu po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, można było z zadowoleniem zauważyć że Polacy zaczynają z obrzydzeniem myśleć o korupcji, która do tej pory była tak powszednim elementem polskiego krajobrazu że nawet się już jej w pewnych miejscach nie zauważało, będąc czymś tak oczywistym jak wiosenne deszcze w maju.
Mija już ponad dwa lata, od momentu kiedy tzw. „koalicja 21 października” usadziła za sterami Polski ekipę, która oprócz odbicia władzy z rąk pisowców i przywrócenia pookrągłostołowego status quo po dwuletniej, pisowskiej smucie, miała sprawić aby ten horror się nigdy więcej nie powtórzył. Potrzebne były do tego spektakularne i medialnie nośne dowody na łamanie demokracji i osławionych „standardów”.

I co? I nic.

Właśnie nie dalej jak wczoraj prokuratura zamknęła kolejne śledztwo, tym razem w sprawie samobójstwa Barbary Blidy, która razem ze słynnym „artystą skalpela” dr G. i niepokalaną posłanką Sawicką mieli być kanonizowani na głównych męczenników zbrodniczego kaczyzmu.
Nic nie wyszło ani z laptopów Ziobry, ani ze zbrodni Macierewicza, ani z wanny Wassermana, nici z nacisków i łamania standardów, nici z podsłuchów, niszczenia zdrowia pielęgniarek aparaturą do zagłuszania komórek, nici ze wszystkiego. Jedyne co zostało w arsenale zbrodni reżimu to ten słynny i symboliczny już dorsz Głupiej Julki za niecałe siedem złotych.
Nędza…

Ale przecież czas nie stoi w miejscu. Przez ostatnie dwa lata też przecież działa się historia.
I to na naszych oczach! Nie wolno nam przejść obojętnie obok tego wszystkiego czego zdążyli dokonać następcy obrzydliwych pisowców!
I co my tu mamy? Mamy bez wątpienia najlepszą minister zdrowia w naszych dziejach. Pani Ewa Kopacz ma jak amen w pacierzu swoje stałe miejsce w podręcznikach historii Polski i annałach polskiej służby zdrowia. To za jej kadencji ludzie czekają tydzień na karetkę pertraktując telefonicznie jej przyjazd z dyspozytorem po czym spokojnie umierają. To za jej kadencji rezygnuję się z hemioterapii ratującej życie, w imię oszczędności budżetowych, choć nasze zadłużenie za rządów ekipy Tuska wchodzi w strefę zupełnie innej galaktyki. To zadłużenie to już akurat zasługa innego tytana intelektu w naszym Rządzie, a mianowicie maga spod znaku liczydła i faktury, poddanego Jej Królewskiej Mości Vincenta I Wielkiego Bez Pesela. O zasługach tego człowieka nie jestem w stanie się nawet rozpisać. Po prostu jego poczynania na niwie naszej ekonomii są obarczone takim stopniem profesjonalizmu i geniuszu że większości z nich nawet nie mogę ogarnąć swoim nie wygimnastykowanym umysłem. Dość chyba napisać że jest to człowiek, który wstrzymał słońc… tfu, wstrzymał KRYZYS i sprawił że Polska to owiana legendą zielona mapka!
Hę? Robi wrażenie?
Pewnie że robi. Musi robić.
Ministrowie sprawiedliwości? No, niby po takim Ziobrze to każdy byłby dobry, ale jak sobie uprzytomnimy że w tym gabinecie tuż po sobie urzędowali takie tuzy jak minister Ćwiąkalski, a zaraz po nim minister Czuma to chyba już tu nic nie trzeba więcej pisać? Same nazwiska robią wrażenie, a co dopiero życiorysy i kompetencja? Brylanty!
Za cały komentarz niech wystarczy przypomnienie faktu że za ich urzędowania przestępcy, w imię dobrze rozumianego poczucia praworządności sami masowo wykonują na sobie karę śmierci w więziennych celach! Żeby nie obciążać budżetu – wiadomo, Jan Vincent…

Gospodarka i skarb państwa? Grad i Pawlak.
Wirtuozi w swoim fachu – jak nie przymierzając Marek & Wacek!
Słynny „gambit katarski” – pokerowa zagrywka, która przejdzie do historii ekonomii i zarządzania, a zaraz potem misterna intryga gazowa, która rozłożyła Gazprom na łopatki. Ruscy będą dochodzić do siebie przez kolejne 27 lat! Nie wiem czy się kiedykolwiek z tego otrząsną.
A gdzie jeszcze Drzewiecki, gdzie Schetyna? Gdzie minister oświaty Hall ze swoimi wiekopomnymi koncepcjami edukacyjnymi? Gdzie słynne „Orliki” i tysiące kilometrów autostrad? To wszystko w oczywisty sposób przekracza percepcyjne możliwości zwykłego, skromnego i niezbyt lotnego blogera jakim jestem, ale przecież nawet i ja potrafię stanąć w podziwie nad skalą tych monumentalnych dokonań?
A Wy? Czy Wy też potraficie stanąć w podziwie?

A to wszystko przecież jest okraszone tą słynną i zapowiadaną zmianą standardów. Tym wszystkim cywilizacyjnym przedsięwzięciom z rzadka tylko zakłócanym przez naszego nieudacznego i wrednego Prezydenta, będącego na nieustannym rauszu kartofla, przeszkadzającego gdzie tylko się da, towarzyszy słodki akompaniament platformerskich speców ze sfery politycznego show.
Wiadomo, nie sam chleb - czasem trzeba też i igrzysk. Rzecz jasna na możliwie najwyższym poziomie. I tu też mamy doborową obsadę: Palikot, Kutz, Niesiołowski, Karpiniuk, Chlebowski…
Parnas!

Co prawda nie dobity do końca PiS przy pomocy swojego siepacza, nieopatrznie pozostawionego na czele CBA Mariusza Kamińskiego, próbował zakłócić ten spokojny rejs po otwartych wodach szczęścia, ale już tam posłowie Sekuła, Neuman i słynny logik dopilnują żeby nas dalej halsowało spokojnie tam gdzie trzeba i jak trzeba. Bez niepotrzebnych kłopotów i zbędnego przejmowania się byle czym. Co z tego że ginie bez śladu jakiś tam szyfrant, co z tego że szef tajnej kancelarii Premiera popełnia samobójstwo, co z tego że wyniku bezsensownego odwołania ze stanowiska Przemysława Guły poszło w rozsypkę Rządowe Centrum Ratunkowe w obliczu całkiem realnych, wiosennych powodzi. Nie bądźmy drobiazgowi, w końcu faszyści z PiS-u już do władzy nie wrócą… Prawda że nie wrócą?
Niech wszystko już lepiej będzie jak jest.
Żeby bloger Azrael mógł w spokoju napisać swój kolejny, dobry tekst i opatrzyć go w stosowne Tagi:
* pis
* jarosław kaczyński
* popaprańcy
* państwo
* demokracja
* lech kaczyński
* barbaria

sobota, 30 stycznia 2010

Spękał. I co teraz?

Decyzja Tuska o wycofaniu się z walki o prezydenturę to pierwsza, w miarę racjonalna decyzja szefa polskiego rządu od kilkunastu miesięcy, a właściwie to pierwsza racjonalna decyzja od samego początku objęcia przez platformianą ekipę najważniejszych urzędów w Państwie.
Nie ma większego sensu abym dołączał się tym wpisem to wszystkich tych, którzy w swojej sieciowej publicystyce próbowali obszernie motywując znaleźć odpowiedź na pytanie: dlaczego?



Odpowiedź jest z jednej strony zbyt banalna (na poziomie chęci zdobycia przez Tuska prezydenckiego fotela po prostu dotarło do niego wreszcie, że przegrałby tą walkę z obecnym Prezydentem), a z drugiej zbyt skomplikowana (przegrana w wyborach prezydenckich rodzi scenariusze, które eliminują Tuska z wielkiej polityki prawdopodobnie na zawsze). Tusk po prostu musiał się wycofać z walki o prezydenturę aby ratować wszystko to co się jeszcze da uratować w obliczu nadchodzącej katastrofy, oraz zrealizować naprędce powstały „plan B”, tzn. tak ustawić sprawy w nadchodzących kampaniach wyborczych (proszę pamiętać że będą tak naprawdę aż trzy: samorządowa, prezydencka i parlamentarna!) aby jak najbardziej zaszkodzić PiS-owi nie dopuszczając aby zgromadził w swoich rękach tyle władzy aby mógł skrupulatnie i na spokojnie rozliczyć obecne rządy PO.
Bo takie rozliczenia byłyby dla PO zabójcze!
W przeciwieństwie do rozliczeń PiS-u, z których pozostał chyba już tylko ten nieszczęsny, ale jakoś tam symboliczny dorsz Głupiej Julki, po platformie i ludowcach zostanie cały, pękaty kufer spraw, które mogą postawić polityków tych ugrupowań nawet nie przed Trybunałem Stanu (choć ten też by miał sporo do roboty!), ale zwykłym sądem zajmującym się osądzaniem pospolitych przestępstw przeciwko mieniu.
Stocznie i wszystkie podejrzane działania Aleksandra Grada, kontrakt gazowy z Ruskimi, ugoda z Eureko, sprawy gazowe i energetyczne (niejasne działania dla Goldman & Sachs Marcinkiewicza, cała działalność W. Pawlaka w negocjacjach z Gazpromem o których tak zajmująco piszę Aleksander Ścios) że o mniejszych sprawach lokalnych baronów PO nie wspomnę (Sopot, Szczecin, Dolny Śląsk itp.) – naprawdę jest się w czym grzebać na długie miesiące i lata, i za każdym razem będą to sprawy na pewno o wiele większego kalibru niż słynny laptop Zbigniewa Ziobry.
I dlatego nasz „król sondaży” MUSIAŁ poświęcić marzenie swojego życia. Bo marzenia to jedno, a przysłowiowy wróbel w garści to drugie.
I teraz chciałbym się zastanowić nad takim pytaniem, które sam sobie zechciałem zadać, a mianowicie - trawestując klasyka: jak dobić tą szkodliwą dla Polski watahę?
Co powinni zrobić decydenci PiS-u, aby z jednej strony pokrzyżować plany Tuska i jego „biblioteki” czyli zdobyć co tylko się da w nadchodzących wyborach (wszystkich trzech) a jednocześnie zrealizować plan Tuska `a rebours czyli doprowadzić do zniszczenia i rozsypania się w drobny pył Platformy Obywatelskiej uznając ją jako jedną z najbardziej szkodliwych obecnie dla naszej Ojczyzny organizacji?
Moim zdaniem klucz leży w wyborach samorządowych. To tam będzie najtrudniej uderzyć w Platformę i to te właśnie wybory będzie ludziom z PiS-u najtrudniej wygrać. Nie odpuszczając w żadnym wypadku wyborów prezydenckich, które trzeba wygrać z kilku powodów, ale głównie dlatego że posiadanie swojego prezydenta jak dowiodły ostatnie lata jest w miarę skutecznym, swoistym „firewalllem” przeciwko nadmiernemu rozpanoszeniu się tego wszystkiego co najbardziej szkodzi Polsce, nie odpuszczając w żadnym wypadku wyborów parlamentarnych, które trzeba wygrać aby po prostu zdobyć realną władzę i znowu spróbować zadbać o interesy Polski wewnątrz i na zewnątrz, najbardziej bolesnym ciosem w sam splot słoneczny PO będzie zminimalizowanie ich wpływów właśnie w terenie. Bo to tam, jak udowodniła sprawa chłopców na posyłki Sobiesiaka można szerzyć gangrenę korupcji najboleśniej degenerując kraj w stopniu największym.
Reasumując: przed PiS-em nie lada zadanie, po stokroć trudniejsze niż w 2005 roku – trzeba wygrać Wielkiego Szlema.
Każdy inny scenariusz nie załatwia sprawy definitywnie. Miejmy nadzieję że Jarosław Kaczyński nie przespał ostatnich lat.

piątek, 4 grudnia 2009

Ridi, Pagliaccio, sul tuo amore infranto…

Zdaniem ludzi ciemnych acz zrządzeniem fortuny i „koalicji 21 października” chwilowo wpływowych, wyborem prezesa IPN-u powinni się zająć ludzie tacy jak choćby słynny profesor z Uniwersytetu w Białymstoku Jan Turulski. Ja wiem że wiele osób w tym momencie żachnie się z oburzeniem pytając: słynny? A czymże zasłynął ówże profesor.
Tak po prawdzie, to czy zasłynął jeszcze czymś innym niż to co mam na myśli to nie wiem, ale na pewno przez moment był słynny z tego że kazał się całować w dupę jakimś bliżej nieokreślonym pajacom. Ja oczywiście z grubsza wiem kogo miał na myśli profesor Turulski pisząc na swoim oświadczeniu lustracyjnym „pocałujcie mnie w dupę pajace”, niemniej od tamtego wydarzenia minął już jakiś interwał czasu i należałoby ciemniakom uświadomić że jeśli wyboru szefa „pajaców” mieliby dokonywać właśnie takie figury jak Turulski czy chociażby inny, też w specyficzny sposób sławny profesor Iwanek (tym razem z Uniwersytetu we Wrocławiu), to należy się spodziewać że ten wybór będzie na pewno skażony pewną myślą przewodnią przyświecającą wybierającym. Tą myślą przewodnią byłby postulat, którego strażnikiem miałby się stać nowo wybrany prezes IPN-u, a mianowicie: nigdy więcej grzebania w przeszłości profesorów.
Dosyć prostacki chwyt, ale przyznajmy że w swym prostactwie anonsujący stu procentową skuteczność zatrzymania gmerania w przeszłości wszelkich celebrytów III RP!
No bo co mądrego może odpowiedzieć łykacz newsów z TVN-u i spijacz słów z ust Pochanke czy Lisa na argument że ciało złożone z uniwersyteckich profesorów wybierze najlepiej?
Samo użycie słowa „profesor” sprawia że dużej części „młodych, wykształconych z dużych miast” cierpnie z rozkoszy skóra na zadzie, i czasem nie ma nawet znaczenia fakt że dumny nosiciel tytułu faktycznie nie ma na jego używanie żadnej podkładki. Wystarczy żeby tak go zatytułował kilka razy przed kamerą Premier czy Marszałek Sejmu a już wilgotny z rozkoszy leming jest gotowy przyjąć na klatę każdą obelgę od tak sfalsyfikowanego el professore, nawet jeśli ma on akurat fantazję nawsadzać mu od bydła.
IPN jest dla obecnej Polski instytucją szczególnego znaczenia. W sytuacji w której prawie każde słowo z podstawowego słownika pojęć patriotycznych zostało odarte z jego etymologicznego znaczenia a każde zdarzenie od Hołdu Pruskiego wzwyż zmanipulowane historycznie, istnienie takiej placówki, która metodycznie, bez żadnej ideologii, kierując się tylko kwerendą archiwów i szukaniem prawdy historycznej w dokumentach, buduję Polakom świadomość historycznego jestestwa, jest dla Polski kwestią przetrwania niemalże biologicznego. W sytuacji gdy wroga Polakom agentura wpływu - dla co bystrzejszych obywateli widoczna już od dawna jak na dłoni nawet nie uzbrojonym okiem - opanowała najważniejsze przyczółki naszej państwowości jest to jedyna i chyba już ostatnia reduta prawdziwej myśli patriotycznej. To duże słowa, ale jestem pewien że nie za duże. Sytuacja jest na tyle poważna że trzeba sobie zdać sprawę z tego że ci, którym prawdziwie wolna i suwerenna Polska naprawdę zawadza mają plany sprecyzowane co do ostatniej kropki swojego scenariusza.
A scenariusz jest realizowany krok po kroku z niemiecką precyzją i ruską bezwzględnością.
Bydło, pajace, mohery, watahy…
Ile jeszcze takich obelg może znieść przeciętny Polak wstający rano i idący do pracy żeby zarobić na siebie, swoją rodzinę i … całą tą kastę lodziarzy i cmentarnych załatwiaczy, którym psim swędem wpadł w lepkie łapy ster naszego Państwa?
Ile w dzisiejszym przeciętnym Polaku jest już tylko z pajaca całującego dupy klasy uprzywilejowanej a ile jeszcze zostało z wojownika?
W czasach dawniejszych, w czasach kiedy mieliśmy swoje prawdziwe elity a słowa „honor” i „prawda” były jedynymi hasłami otwierającymi podwoje prawdziwych salonów Rzeczpospolitej, ludzie z taką ostentacją depczący polską rację stanu jak spora grupa dzisiejszych rezydentów rotundy na Wiejskiej albo gniliby do końca swojego podłego żywota w lochach, albo gniliby fizycznie pochowani po zdjęciu z szubienicy pod cmentarnym murem, ale po jego zewnętrznej stronie.
Niestety nie mam jakoś złudzeń że banda śliskich leszczy zawiadujących państwową nawą będzie z właściwym sobie i już dość dobrze rozpoznanym uporem dążyła do przeprowadzenia swojego planu i że odbędzie się to przy zupełnym zobojętnieniu znacząco dużej części polskiego społeczeństwa i gremialnej klace skurwionych mediów obsadzonych przez wciąż nie zlustrowanych żurnalistów.
I to jest ta jedyna nowa jakość, którą udało się wyagregować architektom tej przedziwnej po okrągłostołowej hybrydy – zatomizowane społeczeństwo z przetrąconą busolą wspólnotową, goniące za kolorowymi paciorkami wyprzedawanymi na promocjach w polskich ekspozyturach zachodnich supermarketów.
Zostało już zauważone i skonstatowane gdzie trzeba że Instytut Pamięci Narodowej stał się za prezesury Kurtyki dokładnie i literalnie tym czym jest w samej swojej nazwie, a do tego żeby w tej swojej państwowotwórczej roli wciąż trwał agentura wpływu dopuścić nie może. Trzeba tą szkodliwą z ich punktu widzenia instytucję albo dokumentnie rozwalić (opcja SLD) albo wrogo przejąć i klasycznie już dla siebie zakłamać („liberaowie” z PO i reszta UW-olskiego truchła) przejmując nad nią rząd dusz. Jak zwykle w takich przypadkach druga opcja jest znacznie bardziej groźna, bo sącząca w polską duszę zabijającą ją truciznę.
W przypadku chamskiej rozwałki w normalnym Polaku rodzi się natychmiastowa chęć stanięcia do walki o swoje, czego nie mogą zrozumieć od lat rumiane gęby tępej bolszewi spod znaku sierpa i młota. W tym kontekście opcja „miękkiego wyślizgania” jest znacznie bardziej machiawellistycznie skuteczna, ale wiadomo: trening czyni mistrza. W tym wypadku czasu na trening było o kilka tysięcy procent więcej.
Przez ostatnie dwa lata, obecna ekipa czerpała pełnymi garściami z dokonań swoich poprzedników i udowodniła że jest w tym naprawdę groźna ponieważ wyciągnęła naprawdę dużo słusznych z ich punktu widzenia wniosków z przeszłości. Zauważmy że jest to swego rodzaju atak totalny na wszystkie te instytucjonalne pozostałości polskiej myśli i kultury, które z jakichś przyczyn oparły się mniej lub bardziej ideologicznej inwazji.
Usystematyzowanie i zoptymalizowanie tej antypolskiej krucjaty nakazało im wykończyć w pierwszym rzędzie państwowe media jako mimo wszystko depozytariusza sławetnej „misji”, w drugim rozbroić i rozpieprzyć w drobny mak polską Armię, jako fizyczną oznakę istnienia klasycznych znamion państwowości (mimo jej olbrzymiego zsowietyzowania w przeszłości trzeba jednak pamiętać że w każdym wojsku, każdy nowy zaciąg przyciąga do armii bardzo dużą ilość jednostek myślących kategoriami patriotycznymi a przecież biologia robi swoje) a teraz przyszła kolei na IPN – ostatni prawdziwy przyczółek dbania o Polskie interesy od strony jej przeszłości.
Każda z tych trzech instytucji będąc w dobrej kondycji byłaby w stanie samoistnie dobrze pełnić rolę patriotycznego przetrwalnika, a wszystkie trzy na raz stanowią swoisty firewall przeciwko zaplanowanej akcji rozcieńczenia polskości w europejsko-lewackiej magmie.
Jarosław Kaczyński miał przebłysk geniuszu kiedy w batalii wyborczej 2007 roku największy nacisk położył na zdobycie fotela prezydenta Polski dla Lecha Kaczyńskiego. Gabinety się zmieniają, premierzy odchodzą, koalicję się rozpadają, a Prezydent przez pięć lat może być jedynym strażnikiem stojącym na straży polskiej racji stanu. I taką właśnie sytuację mamy dzisiaj, stąd furia ciemniaków i bezprzykładny atak na instytucję i osobę Prezydenta, będącego chyba obecnie naszą jedyną nadzieją na obronę IPN-u.
To dziwne, ale na polskie społeczeństwo in gremio chyba nie możemy obecnie za bardzo liczyć, i jest to w historii Polski sytuacja nowa i wyjątkowo smutna.