Podstronice


czwartek, 19 sierpnia 2010

Nałęczowi się kojarzy

Nałęcz dał głos.
I to chyba nie jako Nałęcz profesorek-mądrala, ale już jako Nałęcz-Prezydencki Doradca i… mądrala. Dał głos że mu się kojarzy.
Co się kojarzy Nałęczowi - mądrali?
Nałęczowi-mądrali się kojarzy krzyż. Krzyż mu się kojarzy jako „człowiekowi lewicy” niezmiennie i zawsze tylko źle. Jako mądrali z tytułem historyka, i to historyka z upodobaniem grzebiącego się wyjątkowo w sanacji i tym wrednym dwudziestoleciu międzywojennym, krzyż mu się kojarzy z … Prezydentem Narutowiczem.
Nie, no oczywiście że nie tyle z samym Narutowiczem (to by było skojarzenie dziwne, nawet jak na Nałęcza-mądralę) ale wyjątkowo z samą śmiercią Narutowicza.
Znaczy się, podczas kilkuletniej nieobecności Nałęcza-mądrali w polskiej polityce nic mu się nie kojarzyło z tym że w Polsce znowu może dojść do śmierci Prezydenta, trzeba było aby na Krakowskim Przedmieściu ktoś postawił mały, drewniany krzyż żeby się Nałęczowi skojarzyło że może w Polsce znowu dojść do jakiegoś nieszczęścia.
Osobliwie, Nałęcz-mądrala nie zauważył że faktycznie Prezydent już nie żyję. Zarówno sam Prezydent, jak i 65 innych ważnych dla Polski osób. Nałęcz – mądrala nie zauważył że oni zginęli bez krzyża, krzyż nie miał w tym żadnego udziału.
Ba! - mało tego – niewykluczone że w śmierci Prezydenta i pozostałych osób miał udział nie tyle krzyż co być może czerwona gwiazda! Taka sama jak ta, którą ktoś całkiem przytomnie domalował na pom… tfu, jakim tam pomniku, oczywiście: mogile - zamordowanych przez polskich, wrednych nacjonalistów żołnierzy chcących zaprowadzić w endeckiej Polsce ustrój w którym żaden Prezydent już nigdy nie zginie z rąk żadnych zacofanych, kato-endeckich sił.
No, przynajmniej nie tak ostentacyjnie jak Narutowicz. Takie rzeczy się robi dyskretnie, nie na schodkach Zachęty, w biały dzień, przy wszystkich…
Nie, no ludzie! Tak nie można!
Weźmy taki Bierut – tak to się robi! Trzeba zachować pozory i odrobinę estetyki!
Przy mordowaniu Prezydenta Kaczyńskiego chyba tej odrobiny estetyki komuś zabrakło (to błoto – fuj!), ale o pozory chyba zadbano znowu zbyt mocno. Bo to i zestresowani piloci, i spóźniony Prezydent jak zwykle „po maluchu”, ta mgła taka gęsta i ten tłok w kokpicie…
Ktoś chyba przedobrzył, bo tutejsza hołota czemuś nie za bardzo chce wierzyć w zwykłą, dwunastoczynnikową katastrofę i jątrzy. Nie pomagają nawet ułatwienia mentalne w postaci tuzina słynnych już „pewnych przyczyn”, wynalezionych przez samego Edmunda Klicha, naszego speca od katastrof.
Jedni się uganiają za jakimiś kolejnymi „tomami dokumentacji” i jeżdżą w tą i z powrotem do Moskwy w nadziei że coś im tam spadnie z biurka Anodiny prosto w ręce, inni nagrywają sobie po kawałku całą dyskografię Anodiny z jej Czarnych Skrzynek (ta „dyskografia” to nie moje – znalazłem gdzieś na cudzym blogu i sobie pożyczyłem bo ładne), inni siedzą i próbują znaleźć brakujące dowody do śledztwa w studiach TVN 24 , słuchając wynurzeń naszych światowej klasy ekspertów od awiacji, którzy zawsze są gotowi na „chypcika” rzucić snop światła na jakiś szczegół w nie przygotowaniu do lotu śp. majora Protasiuka, który do tej pory umknął uwadze opinii publicznej - a taki Klich usiadł sobie w kuchni rano i bez niczyjej pomocy, przy kawie i rogaliku z białym serkiem sam wpadł że przyczyn jest dokładnie 12 i na dodatek każdą zna z osobna!
Ot, fachura!
Wiedział Kacap gdzie najpierw dzwonić 10 kwietnia rano, żeby mu ktoś wyjaśnił jak to było że ten Tupolew jednak spadł, choć przecież nie powinien bo lotnisko było perfekt. No, może z jednej żarówki gdzieś brakowało, ale przecież nie bądźmy drobiazgowi - „wieża” była czynna a dyspozytor przytomny, pas zamieciony a serwis Hyunday’a już otwarty.
A wracając do Nałęcza-mądrali – już dawno zauważyłem słuchając np. telewizyjnych występów takich person jak dajmy na to Ireneusz Krzemiński, Magdalena Środa, Leszek Balcerowicz czy pankówy Senyszyn że tytuły profesorskie w PRL-u rozdawano jednak zbyt lekką ręką. Wyobraźcie sobie państwo że wyżej wymienieni mają naprawdę prawo postawić sobie przed nazwiskiem tytuł profesora!
Słuchając każdej z tych figur osobno zawsze zastanawiałem się czy oni mają w swoich łepetynach wszystkie klepki i czy te, które mają są ułożone po kolei, tak jak należy - a tu taka zagwozdka!
Doprawdy, małą ilością mądrości rządzony jest ten świat i racje mają ci, którzy twierdzą że przedwojenna matura znaczy więcej niż peerelowski doktorat.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz